sobota, 15 marca 2008
Internet
Dziś jeszcze kilka słów o Internecie. Końskim Internecie. Przede wszystkim – serwis internetowy PolskieAraby.com, o którym już tu pisałem kilka miesięcy temu, jak też o jego wydawcy – Monice Luft. Serwis ma się coraz lepiej. Coraz więcej aktualnych informacji i artykułów i coraz większy rozmach przedsięwzięcia na pewno zadowolą sympatyków koni arabskich. Warto zobaczyć, jak wygląda portal dla miłośników koni robiony według współczesnych internetowych standardów!
Kolejny, a właściwie nowy projekt internetowy to SuperKonie.pl. W tej chwili jest to tylko blog, ale jego twórcy szykują niespodziankę, o której niebawem pojawi się tu więcej informacji. A SuperKonie.pl i tak należy śledzić z należytą uwagą:)
sobota, 8 marca 2008
Konie trakeńskie
Taki los spotkał w ciągu ostatnich lat konia wschodniopruskiego, czyli trakeny. Miały pecha, że wyhodowano je w Prusach, czyli na terenach polskich, a nawet po części rosyjskich. Wówczas nie była to jednak ani Polska, ani Rosja - tylko Prusy Wschodnie. W PRLu nie do końca wiedziano, co zrobić z koniem trakeńskim – funkcjonował jako koń mazurski, ale najczęściej stawał się jednak koniem wielkopolskim.

Można powiedzieć – co za problem? Rasę koni trakeńskich stworzył człowiek, człowiek może też rasę unicestwić i inaczej nazwać hodowlę. Tylko dlaczego? Czy koń może stać się historycznym symbolem panowania innych nacji na terenie Warmii i Mazur? Czy może być wykorzystywany przez stetryczałych repatriantów niemieckich? Bo tylko strach powoduje, że niechętnie wspomina się o historii tych koni.
Po latach starań i zabiegów, pomimo rozlicznych przeciwności 18 lipca 2005 roku Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydał wreszcie decyzję nr 78/2005, w której wyraził zgodę na otwarcie i prowadzenie księgi hodowlanej koni rasy trakeńskiej w Polsce. Czemu musiało tyle to trwać?
Koń wschodniopruski, koń trakeński, czyli rasa koni półkrwi angielskiej wyhodowana w Prusach Wschodnich o typie wszechstronnie użytkowym. Wikipedia informuje nawet, że jednym z ciekawszych przodków konia trakeńskiego jest schweilken – silny pruski kuc, wyhodowany przez Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (czyli Zakon Krzyżacki).
W 1732 roku została założona przez Fryderyka Wilhelma I Pruskiego Królewska Stadnina Trakenów w Trakenach, skąd wzięła się nazwa tego konia. Hauptgestüt Trakehnen była najznamienitszą, najbardziej znaną i największą w Europie hodowlą koni szlachetnych do wybuchu II wojny światowej. Zgromadzone w Trakenach konie pochodziły z różnych hodowli państwowych rozrzuconych po całym kraju. Stado było mieszanką najrozmaitszych typów i ras – liczyło łącznie 1100 koni, w tym 500 klaczy matek. Dopiero w 1786 roku Naczelny Koniuszy K. Lindenau ostro przeselekcjonował materiał hodowlany, a stado klaczy podzielił według typu, kalibru, maści i ulokował na pięciu oddziałach. Ten podział na stada przetrwał do końca istnienia stadniny, tj. do roku 1944.
Początek XIX w. to czas zmian w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. Koniowi trakeńskiemu nadano typ bardziej wierzchowy poprzez stanowienie ogierami pełnej krwi angielskiej, stosowano intensywny wychów młodzieży i obfite żywienie, wzmocniono kaliber, powiększono ramy i wzrost koni. Pogłowie stało się bardzo wyrównane i zaczęła się tworzyć swoista rasa trakeńska. Koniec XIX wieku to starania hodowlane w kierunku konia trakeńskiego cięższego kalibru, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia. Młode ogiery przeznaczone na reproduktory, jak również klacze wybrane na matki, przechodziły zaprawę w zakładzie treningowym a potem na torze wyścigowym dla półkrwi.
W okresie międzywojennym dla poprawienia suchości tkanki, konstytucji, długowieczności, wykorzystania paszy i wyrobienia spokojniejszego temperamentu użyto do hodowli ogiery arabskie. Stadnina w Trakenach istniała do 1944 roku. 16 października rozpoczęto ewakuację na zachód. Polskim akcentem tej ewakuacji jest siwy Fetysz oo (na zdjęciu powyżej) prowadzący ewakuację koni z majątku Bajorgallen. Warto poświęcić kilka słów Fetyszowi. Zakupiony przed II wojną światową do stadniny w Trakenach, założył własną linię męską poprzez syna Famulus, a dalej Maharadscha - Flaneur - Arogno. Fetysz oo występuje obecnie w 27 rodowodach ogierów uznanych do hodowli: 21 razy po mieczu (wszystkie przypadki poprzez Arogno), 5 razy po stronie matki (w tym raz poprzez córkę ogiera Flaneur) i 1 raz w rodowodzie ogiera Schneesturm - obustronne występowanie Fetysza u jego ojca Abdullacha. I jeszcze jedna uwaga – w Polsce przeczytamy o koniu Fetysz oo, na Zachodzie o Fetyszu ox. I jest to ten sam koń.
Duża ilość ewakuowanych na zachód koni nie dotarła do miejsca przeznaczenia i zakończyła swoją drogę na zamarzniętym Zalewie Wiślanym. Część pozostała w Prusach Zachodnich i na Pomorzu, większość wpadła w ręce rosyjskie, a pozostałe trafiły do polskiej hodowli. Wiosną 1945 roku na teren dzisiejszych Niemiec przybyło ok. 1500 szlachetnych klaczy. II wojna światowa rozproszyła materiał hodowlany Prus Wschodnich, który częściowo dostał się w ręce polskie. Na ocalałych resztkach Niemcy stworzyli rasę trakeńską, a Polacy rasę mazurską. Wspólne pochodzenie koni spowodowało, iż konie mazurskie (po połączeniu z końmi poznańskimi w I księgę stadną i przekształcone w rasę o nazwie: "wielkopolska"), począwszy od lat 60., sporadycznie zasilały niemiecką hodowlę koni trakeńskich.
Związek Hodowców i Przyjaciół Wschodniopruskiego Konia Pochodzenia Trakeńskiego – Związek Trakeński w Polsce - zarejestrowany został 25 czerwca 1993 roku z inicjatywy kilkunastu osób pragnących reaktywować rasę trakeńską na terenie Polski .
Inne, ciekawe informacje można znaleźć na stronach Związku Trakeńskiego w Polsce.
piątek, 7 marca 2008
Toyota - Sygnity World Cup
W dniach 14 – 16 marca b.r. w warszawskiej Hali Torwar odbędą się zawody jeździeckie w skokach przez przeszkody i ujeżdżeniu, w randze Finału Pucharu Świata Ligi Europy Centralnej Toyota – Sygnity World Cup. Najlepsi zawodnicy z całej Europy walczyć będą o miejsce w Wielkim Finale Pucharu Świata.
Podczas tegorocznej edycji zawodów Toyota – Sygnity World Cup odbędzie się dziewięć konkursów w skokach przez przeszkody, dwa w ujeżdżeniu, jeden w powożeniu zaprzęgami jednokonnymi, a także pokaz kuców. Atrakcją towarzyszącą zmaganiom jeździeckim będą występy mistrzów z Ukrainy - „The Ukrainian Cossacks”. W pokazach niekwestionowanie najlepszej ukraińskiej woltyżerki wystąpi profesjonalna, narodowa grupa z Kijowa.
czwartek, 6 marca 2008
Halowy Puchar Polski
Miejsce zawodów to kryta ujeżdżalnia w Stadninie Koni Janów Podlaski
Organizator: Stadnina Koni w Janowie Podlaskim, Klub Jeździecki Janów Podlaski, Polski Związek Jeździecki
Zgłoszenia: Zgłoszenia pisemne na adres Stadniny Koni Janów Podlaski:
Stadnina Koni, Janów Podlaski21-505, Janów Podlaski
tel. (83) 341 30 09 (w godz. 8:00-15:00)
fax (83) 341 33 60
e-mail: office@janow.arabians.pl
Ostateczny termin zgłoszeń: 21 marca 2008 r. - ważne tylko z dołączonym dowodem wpłaty.
Organizatorzy proszą o dokładne zgłoszenie koni i zawodników (numery konkursów) na pierwszy dzień zawodów! Obowiązują druki PZJ.
Komisja sędziowska i obsługa zawodów:
Dyrektor zawodów: Tadeusz Głoskowski (0-695-923-254)
Sędzia Główny: Sławomir Pietrzak
Sędzia PZJ: Krzysztof Niecko
Sędziowie: Agnieszka Brokowska, Jarosław Geryń
Delegat techniczny: Krzysztof Koziarowski
Gospodarz Toru: Szymon Tarant
Komisarz: Krzysztof Bocian
Lekarz weterynarii: Jarosław Karcz
Obsługa komputerowa i elektroniczny pomiar czasu: Anna Głoskowka (0-695-923-252)
Kierownik zawodów: Artur Bieńkowski (0-693-619-225)
niedziela, 17 lutego 2008
Wieści z Janowa Podlaskiego
Co tymczasem słychać w Stadninie w Janowie Podlaskim? Od 29 lutego do 2 marca w stadninie odbędą się kolejne konsultacje jeździeckie w dziedzinie ujeżdżenia i skoków, które poprowadzą Helena, Józef i Mieczysław Zagorowie. Ponadto, organizator Dni Konia Arabskiego opublikował wstępną listę koni - 57 klaczy i 12 ogierów - przeznaczonych na aukcję Pride of Poland 2008, która odbędzie się 10 sierpnia. Lista może jeszcze ulec zmianie. Tu można znaleźć wstępną listę.
Inna, ważna wiadomość dla wielbicieli koni arabskich - zaplanowany na 28-29 czerwca tego roku pokaz w Centrum Treningowym Champion w Dzierżążnej koło Łodzi otrzymał afiliację ECAHO. Tym samym, jest to czwarty obok dwóch w Janowie Podlaskim i jednym w Białce polskich pokazów afiliowanych przez ECAHO.
niedziela, 16 grudnia 2007
Michał Sulima
Michał Sulima ma 22 lata, urodził się i mieszkał we Wrocławiu. Po ukończeniu nauki w XVII LO – w klasie o profilu wojskowym, odbył służbę wojskową w Szwadronie Kawalerii Wojska Polskiego w Warszawie. Następnie pracował jako instruktor jazdy konnej i kierownik stajni w okolicach Wrocławia, a później Warszawy. Od najmłodszych lat interesował się sportem i turystyką. Od tego czasu cały jego świat koncentrował się wokół koni, to z nimi chciał związać swoją przyszłość.
Niestety, w dniu 23 czerwca 2007 – Michał uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Do tej pory nie odzyskał świadomości. W lipcu i sierpniu przebywał na oddziale intensywnej terapii Szpitala Bielańskiego w Warszawie, natomiast we wrześniu i październiku w Klinice Rehabilitacji w Bydgoszczy.
Dotychczasowe koszty poniesione na leczenie i rehabilitację okazały się bardzo duże – przekraczające możliwości całej rodziny. Konieczne są dalsze wydatki na intensywną i nieustanną rehabilitację, konsultacje medyczne i niezbędny sprzęt rehabilitacyjny. Więcej informacji o Michale oraz numer konta (wraz ze skanem dokumentu uwiarygodniającym zbiórkę pieniędzy), na które można przesyłać pieniądze znajduje się na stronie http://www.michalsulima.pl/.
czwartek, 6 grudnia 2007
Adres szpitala
Zamiast się usprawiedliwiać odpowiem jednak na pytania, które się pojawiają ostatnimi czasy. Są to pytania o kontakt z Jarosławem Karczem. Odpowiedź wszyscy zainteresowani znajdą na zdjęciu poniżej.
wtorek, 20 listopada 2007
Szpital na Portalu Rolniczym
Zapraszam jednak do lektury artykułu na Portalu Rolniczym.
sobota, 17 listopada 2007
Medialnie o koniach arabskich
Tymczasem Monika Luft połączyła swoją wiedzę zawodową na temat mediów oraz fascynację końmi arabskimi. Efektem tego jest świetnie rozwijający się serwis polskiearaby.com, czyli portal miłośników koni arabskich. Nic w tym dziwnego, że portal ma się dobrze (aktualna treść na wysokim poziomie przygotowywana przez zespół redakcyjny oraz rosnące statystyki odwiedzin) i jeszcze do tego jest ładny, bo szerokie doświadczenie telewizyjne Moniki – od publicznych Telewizji Hiszpańskiej i Telewizji Polskiej po prywatny Polsat i Tele 5, uzupełnione zostało doświadczeniem pisarskim: dwie opublikowane powieści – „Śmiech iguany” (2004), „System argentyński”(2006) oraz blog na Wirtualnych Mediach.
Na zdjęciu: Monika Luft z klaczką Panna Cotta (Perseusz - Pelisa/Europejczyk), własnej hodowli, fot. Maciej Liese dla magazynu ESSENCE.
Koń arabski, według Moniki, wiąże się z wieloma dziedzinami życia i niesamowicie pobudza wyobraźnię. Są to nie tylko wrażenia estetyczne, ale pociągające wyzwanie intelektualne. W polskiej historii koń arabski zajmuje szczególne miejsce, które można zrozumieć, śledząc – tak jak Monika – liczne materiały historyczne poświęcone hodowli tych koni na dworach magnackich i szlacheckich. Nie przypadkiem Monika Luft została wydawcą książki „One tworzyły piękno” Krystyny Chmiel, poświęconej koniom arabskim, o której niebawem znajdzie się tutaj więcej informacji.
„Najbardziej lubię być na pastwisku razem z końmi. Pasące się klacze ze źrebakami działają na mnie uspokajająco. To miłe uczucie, kiedy ciekawskie źrebaki podchodzą blisko, a i klacze zachowują się przyjaźnie. Wszystkim im trzeba poświęcić nieco uwagi. To pozwala oderwać się od trosk codziennego życia. Nie muszę jeździć na koniu, wystarczy mi możliwość przebywania z nim” – stwierdza Monika Luft.Monika Luft przypomniała mi o pewnej ważnej rzeczy. Od koni arabskich wymaga się dwóch, bardzo często wykluczających się cech – piękna i dzielności. Modny obecnie typ urody konia arabskiego to wyprofilowana główka, „niczym u konika morskiego” i duża „żeńskość”, czyli delikatna, lekka budowa. Araby „Pure Polish” często są odległe od tego modelu piękna, choć oczywiście czasem rodzi się taka gwiazda, jak Pianissima, wzbudzająca zachwyty na całym świecie. Jednak także konie o nie aż tak wyrafinowanej urodzie osiągają zawrotne ceny podczas janowskiej aukcji. Czemu nadal są tak popularne, mimo ogromnej konkurencji „arabów” z całego świata? Tu Monika znów odsyła nas do kilkusetletniej tradycji hodowli koni arabskich w Polsce. U nas zawsze zwracano uwagę na dzielność i dumę tych zwierząt. Polskie araby, poddawane próbom dzielności na torze, słyną z bardzo poprawnej budowy i dużej odporności. To konie nie tylko do pokazywania, ale i do pracy pod siodłem. Tych zalet użytkowych brakuje często wysublimowanym osobnikom, występującym na międzynarodowych pokazach.
Trudno mówić, zdaniem Moniki Luft, o jednym środowisku hodowców i przyjaciół koni arabskich w Polsce, choć niewątpliwie integrującą rolę pełnią (także ze względu na swoją ekskluzywność) Dni Konia Arabskiego w Janowie Podlaskim, które są największym świętem tej rasy w Polsce. I chociaż polscy hodowcy prywatni odnoszą coraz więcej sukcesów, to nadal rozpoznawalną na całym świecie markę mają tylko państwowe stadniny, jak Janów Podlaski czy Michałów. To naturalne – historia Janowa liczy sobie 190 lat, podczas gdy początki hodowli prywatnej na większą skalę sięgają zaledwie połowy lat 90. ubiegłego wieku. Ale zarówno liczba hodowców prywatnych, jak i liczba klaczy hodowlanych w prywatnych rękach rośnie z roku na rok, podobnie jak możliwości finansowe prywatnych hodowców. Przy tym grupa ludzi, która poświęca się pasji związanej z hodowlą koni arabskich jest nie tylko coraz liczniejsza, ale zdobywa też coraz większe doświadczenie, co niewątpliwie zapowiada ciekawe czasy dla naszej hodowli – podsumowuje Monika Luft.
Zamiast zakończenia tego postu, odsyłam Was do Araboteki na polskiearaby.com – piękno w wersji video…. :)
środa, 14 listopada 2007
Ściany coraz wyższe

W wizytacji budowy szpitala towarzyszył nam tego jeszcze słonecznego, październikowego dnia Doradca Techniczny Regionu I Xella Polska, Rafał Jeremiejew. Na zdjęciu wraz z Jarosławem Karczem, inwestorem obiektu ocenia jakość prowadzonych prac...

Autorem zdjęć jest Marcin Majkut.
piątek, 2 listopada 2007
Tutto Arabi o Janowie Podlaskim
piątek, 26 października 2007
Jak się leczy konie
Prace budowlane przy szpitalu dla koni w Janowie Podlaskim trwają, ale niezależnie od nich toczą się prace weterynaryjne, czyli ratowanie zdrowia, a czasami wręcz życia koni. Jednak zamiast opisywać to, co na co dzień zajmuje czas Katarzynie i Jarosławowi Karcz, postanowiliśmy udokumentować ich działania tak, jak w dobie multimediów przystało. Zapraszam więc do obejrzenia kilkuminutowego filmu, odsłaniającego kulisy pracy weterynarza z końskimi pacjentami. W roli głównej występuje srokata, ośmioletnia klacz SP. Kolejne zabiegi udokumentujemy już w nowym budynku szpitala dla koni w Janowie Podlaskim.
sobota, 20 października 2007
Ludwik Maciąg
Zawierucha I Wojny Światowej prowadziła ojca Ludwika, Michała Maciąga pod Isonzę i Verdun, skąd powrócił z armią Hallera do Krakowa. Razem z żoną, Dalmatynką Rozalią Dokić trafił do Białej Podlaskiej, gdzie pracował w garnizonie 9 Pułku Artylerii Lekkiej.W latach 1940-1942 zorganizował na tym terenie grupy bojowe Związku Odwetu, mające za zadanie prowadzenie bezpośredniej i zbrojnej walki z okupantem. W grudniu 1943 r. Stefan Wyrzykowski otrzymał rozkaz zorganizowania stałego oddziału do ochrony radiostacji nadawczo-odbiorczej Komendy Głównej Armii Krajowej oznaczonej kryptonimem R-31, zapewniającej łączność KG AK z Rządem Polskim w Londynie.
W książce Piotra Dzięciołowskiego „Historie przedmiotami pisane” znalazł się obszerny fragment wspomnień Ludwika Maciąga z tego okresu: „Aż nadszedł dzień ciężkiej bitwy w okolicach Grabarki na północny zachód od Białej Podlaskiej. Była tak wyczerpująca, że pamiętam ją tylko we fragmentach. Stres i zmęczenie wywołały niewyobrażalną lukę pamięci. Wielu faktów nie potrafię sobie nawet wytłumaczyć.
Nie chciało mi się wierzyć. Wysłał mnie w roli parlamentariusza na teren, który właśnie zajęli sowieci. Co prawda zupełnie nie znałem rosyjskiego, ale potrafiłem przynajmniej kląć w tym języku, niczym radziecki szewc.
Po latach przeniósł się z Warszawy w okolice Wyszkowa, do Gulczewa. Otoczony wiejską przyrodą i końmi oraz coraz większą rzeszą przyjaciół tworzył swoje obrazy. Wrażliwy, nie do końca odnajdywał się w nowej rzeczywistości społecznej, a jako koniarz i były partyzant pozwalał sobie na bezpośrednią krytykę tego, co trudno mu było zaakceptować. Z drugiej strony - z poczuciem humoru, jak niewielu umiał zachwycać się grą świateł, różnej o każdej porze dnia, zależnej od rodzaju zachmurzenia. Jadąc samochodem, potrafił zatrzymać się i zacząć szkicować gdzieś pośród pól, na środku trasy - bo właśnie pojawił się widok, którego poszukiwał miesiącami. Ludwik Maciąg umarł 7 sierpnia 2007 roku.niedziela, 14 października 2007
Ściany szpitala dla koni
Więcej informacji o bloczkach SILKA można znaleźć na Portalu Rolniczym – SILKA dla Rolnictwa lub na korporacyjnej stronie Xella Polska.



wtorek, 9 października 2007
Jak Jarosław Karcz leczył Lotnego

Jak poznałem Jarka Karcza?
Historia moich spotkań z końmi to także historia różnych kontuzji koni i spotkań z weterynarzami. Otarcia, rozerwania skóry, zerwania ścięgien, podbicia, obtłuczenia a nawet śmiertelne wypadki koni, to niestety także część mojej końskiej historii.
W 2003 roku nabyłem z hodowli Ewy i Stanisława Tyków z Hańczowej w Beskidzie Niskim pięknego ogiera małopolskiego, Lotnego. Lotny był wówczas bardzo dzikim dwulatkiem. W Hańczowej klacze ze źrebakami wychodzą na wypas od świtu do zmroku, a ogiery i odsadki płci męskiej wypasane są na połoninach w nocy razem z wilkami. Stąd może gwałtowne reakcje Lotnego przy pierwszych naszych spotkaniach. W wyniku takiej gwałtownej reakcji podczas pierwszych zabaw, lina pełniąca rolę lonży owinęła się mu wokół pęciny tylniej nogi. Gwałtownie chciał się z niej wyzwolić i niestety naderwał sobie torebkę stawową. Wezwani weterynarze mieli wszyscy dwa, takie same zalecenia - zmniejszyć porcje owsa i nacierać glinką schładzającą.
Po zużyciu paru puszek glinki i zupełnego braku poprawy stanu nogi mojego konia zacząłem wśród znajomych hodowców koni szukać porady i specjalisty. Rafał Okrzeja (oj, o Rafale też tu będzie niebawem - dop. DK), hodowca i pasjonat ciężkich koni rasy belgijskiej z Janówka koło Wierzbna, człowiek o wielkiej wiedzy z zakresu hodowli i zachowań koni, poradził mi żebym się zwrócił do weterynarza z Janowa Podlaskiego, Jarosława Karcza.

Wyraziłem wątpliwość, czy znakomitość ze stolicy polskiej hodowli konia arabskiego, zechce jechać 200 km, aby obejrzeć mojego konia. Jarek na wezwanie telefoniczne odpowiedział bardzo szybko. Przyjechał z potrzebnym do diagnozy sprzętem, rentgenem i ultrasonografem i zalecił interwencję chirurgiczną u siebie w Janowie.
Po operacji Lotny w ciągu dwóch miesięcy doszedł do siebie. Już wkrótce mogliśmy wraz Jarkiem wyjechać na wspaniałą wycieczkę konną wokół Janowa Podlaskiego. Odnoszę wrażenie, że poza dużą wiedzą medyczną, Jarek ma naturalne cechy dobrego lekarza koni. Żyje swoim zawodem i uprawia go z przyjemnością. Cały czas się dokształca, cały czas konsultuje swoja praktykę z profesorami z Wydziału Weterynarii warszawskiej SGGW, a przy tym działa zdecydowanie, no i sam uprawia czynnie jeździectwo. Bardzo angażuje się w leczenie swoich pacjentów, często poświęcając czas na odpoczynek i życie rodzinne. Może tak być, bo żona Kasia, także wspaniały weterynarz i amazonka, wykazuje duże zrozumienie dla zaangażowania Jarka. (autor: Jacek Kluszewski)
Na zdjęciu najmłodszy potomek rodu Kluszewskich, Staś z Wojmirem....:)
niedziela, 7 października 2007
Końska przygoda Jacka Kluszewskiego
Tej sobotniej wiosennej nocy 1976 roku przez pół nocy opowiadał przy wódce, jak wyglądały jego akcje zbrojne. Krew i mózgi opryskiwały słuchaczom ubrania. Raniutko z kawaleryjską fantazją zapytał, czy w okolicy nie ma jakichś koni pod wierzch. Wtedy właśnie pojechaliśmy do niedaleko położonych Łazów i posiadłości Anny Dębskiej. Ania zaproponowała dla Tomka wspaniałą klacz angielską, a mnie małego hucułka. Nasze poczynania na koniach obserwowała trenerka, goszcząca wówczas w łazach. Po swojej jeździe, poszedłem do bajkowego domu Anny i podsłuchałem tam mimowolny komentarz. Na pytanie Ani jak jeździ ten partyzant, trenerka odpowiedziała krótko i dosadnie „Eee.. dupę wozi”. (Na zdjęciu Anna Dębska - z prawej i Aneta Witkowska - z lewej na swoich srokaczach, Hubertus w 2001 rok w Tulewie - przyp. DK)
Na koniach czułem się jakbym jeździł na nich od zawsze. Mój dziadek od strony mamy, Władysław Chmielecki, służył w kawalerii i z szablą w ręku brał udział w Bitwie Warszawskiej, ale nie dane mi było go poznać, bo zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen w 1941 roku. Pozostały tylko zdjęcia dziadka w mundurze kawalerzysty, zdjęcie samotnego konia na tle stawu, z kulbaką polską.
Kurs jeździecki i ja, i syn skończyliśmy przed wakacjami 1993 roku z dyplomami, a dwa tygodnie wakacji spędziliśmy w Sarbinowie koło Koszalina, cwałując na wynajętych koniach po plaży. Kolejne wakacje spędzaliśmy już w Nowielicach przy dużej stadninie koni. Morze, plaża i dwieście koni stadninowych pozostawiło niezapomniane wrażenia.
Po moim kursie jazdy konnej, kiedy spędzałem urlop na działce, zorientowałem się, że w Świniotopii koło Kamieńczyka funkcjonuje stajnia prowadzona przez Andrzeja Konopkę, miłośnika jeździectwa rekreacyjnego. To dzięki niemu, poznałem smak wspaniałych rajdów po Puszczy Kamienieckiej i łąkach nad Bugiem. Andrzej Konopka był w stanie namówić na wielogodzinne tereny w najpaskudniejszych warunkach pogodowych zacnych mieszczuchów wyszkowskich i warszawskich, którym brzuch spadał na kolana. Andrzej przyciągnął do jeździectwa ogromną rzeszę młodych ludzi i ich rodziców. Niestety, w 2000 roku zmarł na serce podczas jazdy konnej, pozostawiając swoją stajnie w ogromnych długach.
Od 1993 roku, prawie każdy weekend spędzam na koniu, niezależnie od pogody i pory roku, staram się zrobić jakiś dłuższy teren. A jeździć jest gdzie, bo okolice Kamieńczyka obfitują w przepiękne łąki i wielokilometrowe piaskowe dukty leśne, gdzie cwał ma inny wymiar.
Od 1998 roku zacząłem jeździć na własnych koniach, a od 2000 na własnych koniach przez siebie ułożonych. To ogromna przyjemność układać i zajeżdżać te wspaniałe zwierzęta.
Od 2003 roku pozostaje w kręgu fascynacji naturalnymi metodami układania koni. Metody specjalistów od jazdy westowej - Alexa Jarmuły i Monthy Robertsa odmieniły mój stosunek do koni, a koniom odmieniły życie ze mną. Niewiarygodnie szybko posługując się tymi metodami można osiągnąć bardzo mocne porozumienie z koniem, a jazda w terenie na ogierze, posługując się wyłącznie kantarem sznurkowym i uwiązem (bez stosowania wędzidła) nie jest w jeździe western niczym szczególnym. (autor: Jacek Kluszewski)
czwartek, 4 października 2007
Fundamenty szpitala dla koni

Fotografie: Aneta Witkowska
poniedziałek, 1 października 2007
Puchar Narodów przyznany Polsce
Najszczersze gratulacje należą się hodowcom z Polski - dla zdobywczyni największej liczby punktów - SK Michałów, dla pierwszego w historii polskiej hodowli prywatnego hodowcy, który sam doprowadził swojego wychowanka do zwycięstwa w Pucharze - Stadniny Falborek Arabians państwa Goździalskich, oraz dla pozostałych stadnin, które pracowały na łączną sumę punktów - stadnin w Janowie Podlaskim i Białce oraz Leszka Jarmuża (Stadnina Kębliny) i Wojciecha Parczewskiego (Nazaret Arabians).
Ogromne podziękowania należą się też Pani Lidii Pawłowskiej, która śledząc szczegółowo relację z Pucharu Narodów on-line zamieszczała aktualizowane opisy na stronach internetowych Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich.
sobota, 29 września 2007
Trwa Puchar Narodów w Aachen
Już wczoraj (piątek) dostępne były obok ekranu listy startowe pierwszych klas. Pod ramką w prawym dolnym rogu ekranu znajduje się lista klas oraz tuż pod nią link do odświeżania listy. W niecałą godzinę po zakończeniu klas źrebiąt pojawiły się w Internecie już ich szczegółowe wyniki oraz zaraz potem - wyniki czempionatu. Po występie każdego konia pokazywna jest plansza z ocenami. W piątek organizatorzy usunęli link do bardziej skompresowanej wersji przekazu, nie wpłynęło to chyba jednak drastycznie na odbiór wersji high quality.
Na stronach internetowych Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich na bieżąco komentowane są wyniki wszystkich klas dla tych, którzy nie mogą lub nie mają czasu na żywo oglądać Pucharu Narodów.
Przypomnijmy, że w tym roku do 12 klas w ręku zgłoszono aż 27 koni z Polski (nie licząc tych, które zostały w Polsce wyhodowane, a wystąpią w barwach nowych właścicieli).
Oto lista polskich koni arabskich, które występują podczas Pucharu Narodów:
Enspinezja – wł. Leszek Jarmuż, SK Kębliny; Psyche Victoria – wł. Alicja i Krzysztof Poszepczyńcy, Chrcynno Pałac; Altis – wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; Sotika – wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; Satis – wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; Bresilia – wł. Wojciech Parczewski, Nazaret Arabians; Eksterna – wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; Pinta – wł. SK Janów Podlaski; Sefora – wł. SK Janów Podlaski; Faronn – wł. Stanisław Sławiński, Czeple Arabians; Ejrene – wł. SK MichałówEkina – wł. SO Białka; Ganga – wł. Alicja i Krzysztof Poszepczyńcy, Chrcynno Pałac; Norma – wł. SK Michałów; Pistoria – wł. SK Michałów Celsjusz – wł. SO Białka; Etnologia – wł. Janów Podlaski; Primadonna – wł. Tomasz Tarczyński, Stadnina Grabów nad Pilicą; Emika – wł. SO Białka; Espadrilla – wł. SK Michałów; Estoria – wł. SK Michałów; Emocja – wł. SK Michałów; Palmira – wł. SK Michałów; Esparto – wł. SK Michałów; Poganin – wł. SK Janów Podlaski; Gaspar – wł. SK Michałów; Grafik – wł. SK Michałów;
środa, 26 września 2007
Zapowiedź Pucharu Narodów w Aachen
Historia Pucharu Narodów sięga lat siedemdziesiątych - czasów sprzed powstania ECAHO, czyli Europejskiej Organizacji Konia Arabskiego. Pani Annette Hedley zaproponowała rozgrywanie imprezy wykraczającej swym zasięgiem poza Europę, otwartej dla wszystkich krajów skupionych w WAHO (Światowej Organizacji Konia Arabskiego) oraz premiującej reprezentacje narodowe.
Pierwszy pokaz według tej koncepcji odbył się w 1980 roku, a jego truymfatorami byli hodowcy z Wielkiej Brytanii. Nagrodą był srebrny puchar zasponsorowany, dzięki dobrym układom między panią Hedley a Lady Harmsworth Blunt, przez brytyjskie pismo The Daily Mail, należące do rodziny Harmsworth. Po śmierci Lady (zmarła 12.11.1991 r. w wieku 93 lat!) The Daily Mail zaproponował, by trofeum nosiło jej imię i od 1992 roku nagroda w Pucharze Narodów nazywana jest The Lady Harmsworth Blunt Memorial Trophy. Od 2001 roku na zasadach analogicznych jak klasyfikacja Pucharu Narodów prowadzona jest klasyfikacja Pucharu Hodowców (premiująca kraj, w którym wydowane zostały najlepsze konie w danej edycji), a przyznawana nagroda nosi imię Major T.W.I. Hedley Memorial Trophy.
Przyzwyczailiśmy się, że pokaz rozgrywany jest w Aachen, co roku w ostatni weekend września. Warto jednak zaznaczyćć, że te stałe miejsce i czas obowiązują od 1993 roku. Przedtem impreza rozgrywana była w różnych krajach, czasami w odstępie dwóch lat.
W klasyfikacji pokazów ECAHO Puchar Narodów w Aachen należy do tzw. Title Show - najwyższej rangi pokazów afiliowanych przez ECAHO, obok Czempionatów Świata, Europy i Bliskiego Wschodu. To także bodajże najtrudniejszy - obok Czempionatu Świata - pokaz rozgrywany w Europie i jeden z kilku (może czterech - obok Czempionatu USA i Scottsdale) najbardziej prestiżowych na świecie.
Należy przypomnieć, że Polska zdobywała Puchar Narodów, zwany potem Trofeum Lady Harmsworth trzy razy, w latach 1998, 2001 oraz 2006. Dodatkowo, przyznawany od roku 2001 Puchar Hodowców Polska otrzymała właśnie w 2001 roku.
Organizator, niemiecki związek hodowców koni arabskich VZAP, na swojej witrynie internetowej zamieścił wszystkie dokumenty dla uczestników i widzów, w tym ramowy program imprezy. Już pod koniec lipca VZAP zapowiedział też przeprowadzenie przekazu live z Pucharu Narodów w Aachen.
We wtorek (wczoraj) w podróż wyruszyła ekipa stadnin w Janowie Podlaskim i Białce. Na środę rano (czyli dziś) wyjazd swoich koni zaplanowała stadnina w Michałowie. Swoje konie zgłosili też hodowcy prywatni: Leszek Jarmuż, Tomasz Tarczyński, Wojciech Parczewski, Stanisław Sławiński i stadnina Falborek Arabians. Być może okaże się, że na listach startowych znajdziemy jeszcze innych uczestników z Polski, a z pewnością na ringu zobaczymy jakieś konie krajowej hodowli wyeksportowane w przeszłości lub potomków polskich koni.
Poniżej prawie cała lista, jaką udało się ustalić do 25 września Polskiemu Związkowi Hodowców Koni Arabskich - prawie cała, bo wszystko Związek zdradzi dopiero w piątek - zgodnie z sugestią jednego z hodowców :).
Klasa 1 - klaczek rocznych:
niespodzianka :); niespodzianka :)
Klasa 2 - ogierków rocznych:
Altis - wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; niespodzianka :)
Klasa 3 - klaczek 2-letnich (dwie grupy A i B):
niespodzianka :) Eksterna - wł. Krzysztof Goździalski, SK Falborek Arabians; Pinta - wł. SK Janów Podlaski; Sefora - wł. SK Janów Podlaski
Klasa 4 - ogierków 2-letnich:
Faronn - wł. Stanisław Sławiński
Klasa 5 - klaczek 3-letnich:
Ejrene - wł. SK Michałów Ekina - wł. SO Białka; Norma - wł. SK Michałów; Pistoria - wł. SK Michałów
Klasa 6 - ogierków 3-letnich:
Celsjusz - wł. SO Białka
Klasa 7 - klaczy 4-6-letnich:
Etnologia - wł. Janów Podlaski Primadonna - wł. Tomasz Tarczyński
Klasa 8 - klaczy 7-10-letnich:
Emika - wł. SO Białka Espadrilla - wł. SK Michałów; Estoria - wł. SK Michałów
Klasa 9 - klaczy 11-letnich i starszych:
Emocja - wł. SK Michałów; Palmira - wł. SK Michałów
Klasa 10 - ogierów 4-6-letnich:
Esparto - wł. SK Michałów; Poganin - wł. SK Janów Podlaski
Klasa 11 - ogierów 7-10-letnich:
Gaspar - wł. SK Michałów
Klasa 12 - ogierów 11-letnich i starszych:
Grafik - wł. SK Michałów.
Bliższe informacje na temat Pucharu Narodów na stronach internetowych Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich


